Wywiad z ks. Proboszczem Krzysztofem Sitkiem
Data publikacji: wtorek, 31-12-2019
Proboszcz Ks. Krzysztof Sitek urodził się 30 lipca 1960 r. w Turzy Śląskiej. Święcenia kapłańskie przyjął 27 marca 1986 r. W latach 2002-2019 sprawował funkcję proboszcza w parafii pw. św. Piusa X w dzielnicy Ruda w Rudzie Śląskiej. Od sierpnia 2019 przyjął funkcję Proboszcza w naszej parafii.
Opowie nam Ksiądz skąd pochodzi?
Pochodzę z ziemi śląskiej i ziemi rybnicko-włodzisławskiej, a konkretnie ze znanej miejscowości z racji Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej – Turzy Śląskiej. Tam się urodziłem, wychowałem i tam też zrodziło się moje powołanie do kapłaństwa.
A ma Ksiądz jakieś wspomnienie z dzieciństwa, które bardzo zapadło w pamięć i może chciałby się Ksiądz nim podzielić?
Oczywiście, wszystkie moje wspomnienia są związane z tym, że mieszkałem i nadal mieszkam w bezpośredniej bliskości z kościołem, sanktuarium. Mam do kościoła z domu rodzinnego bliżej niż proboszcz z probostwa. Dlatego też moje dzieciństwo związane było z tym co było w nim i przy nim. Tam działo się całe życie kulturalne, tam mieliśmy czas na zabawę, na granie w piłkę czy pomaganie siostrom zakonnym. I już od wczesnej Komunii Świętej czułem jak Pan Jezus w sposób szczególny powołuje mnie do służby w Kościele. I był taki moment, gdy jako ministrant w swojej takiej wizji i zobaczyłem siebie po tamtej stronie ołtarza, na miejscu księdza. I wizja była przymnie cały czas i została ze mną , aż do dnia dzisiejszego.
Ile miał Ksiądz lat gdy zobaczył tę wizję? Zrodziło się to pragnienie posługiwania jako kapłan?
Tuż po wczesnej Komunii Świętej, kiedy miałem 7 lat skończone, więc to było w czasie gdy miałem jakieś 8/9 lat. Kiedy jako dziecko byłem mocno wpatrzony w założyciela tego sanktuarium i jego budowniczego, teraz już śp. ks. kanonika Ewalda Kasperczyka. To był człowiek, który wywarł na mnie ogromne piękno, w sensie pozytywnym pomógł zrozumieć powołanie do kapłaństwa.
A jak Ksiądz o swojej decyzji poinformował rodziców i jaka była ich reakcja?
Powiem szczerze. Zdałem maturę, wziąłem dokumenty i sam pojechałem do Krakowa. Nikomu nic nie powiedziałem. Tylko w domu powiedziałem, że jadę z kolegami nawycieczkę, taką całodniową jak to młodzież. Dostałem takie wolne i w ciągu dnia zdążyłem obrócić tam i z powrotem, to jeszcze autobusem liniowym, PKS-em. A w domu powiedziałem po czasie, ale oni wszyscy przeczuwali to, chyba było tak, że ja to na czole miałem już napisane. Nikt mnie już o to nie pytał. Jakoś tak od dziecka, aż do młodzieńca mnie ciągnęło do sanktuarium, do służby, do tego aby czuć się tam potrzebnym. I tak było, aż po ostateczną decyzję i wyjazd na studia.
Moment, moment do seminarium w Krakowie?
Tak zaczynałem seminarium w Krakowie i jestem ostatnim rocznikiem krakowskim. Pierwszy rok studiów mam właśnie tam zaliczony, w pięknym środowisku akademickim. Ten cudowny rok wprowadził mnie w atmosferę seminarium, tu w Katowicach. Jednak nie da się porównać atmosfery studiowania w Krakowie, a w Katowicach. W Katowicach jako klerycy byliśmy osamotnienie, a w Krakowie jak na owe czasy seminarium duchownych było wiele bo tokrakowskie, częstochowskie i te wszystkie zakonne. Po prostu piękna atmosfera i za ten czas Panu Bogu bardzo dziękuję.
A jak Ksiądz znosił rozłąkę z domem rodzinnym? Jednak między Turzą Śl. a Katowicami jest mniejsza odległość, a niżeli między Turzą, a Krakowem.
To rzeczywiście było ciężkie. Odjechać z rodzinnego domu. Pamiętam mieliśmy wykupione bilety na PKS i jechaliśmy taką długą trasą m.in. przez Pszczynę, Oświęcim. I nie wracało się wtedy tak często do domu, dopiero pierwszy taki wyjazd był na Wszystkich Świętych, następny na Boże Narodzenie. Ale dzielnie znosiłem rozłąkę z domem, jakoś dobrze nam było w tym seminarium. Też w tym roku obchodzę 40 lat jak wstąpiłem do seminarium.
Kiedy Ksiądz przyjął święcenia kapłańskie?
Ja zostałem wyświęcony 27 marca 1986 roku, jesteśmy ostatnim rocznikiem, który był wyświęcony w Wielki Czwartek. Wtedy taka była tradycja, że święcenia kapłańskie odbywały się w Wielki Czwartek. Jesteśmy też pierwszym, wyświęconym rocznikiem przez księdza arcybiskupa Damiana Zimonia.
Przybliży nam Ksiądz parafie, w których posługiwał?
Tak, to bardzo ważne, że kapłan jest ukształtowany przez kolejne parafie do których został posłany. Na pierwszą parafię, taką tymczasową , na którą dostałem dekret po święceniach była Katedra Chrystusa Króla w Katowicach. Taką pierwszą placówką z prawdziwego zdarzenia była parafia Apostołów Piotra i Pawła w Tarnowskich Górach, gdzie byłem tyle ile Pan Bóg i biskup przykazał bo od 1986 do 1989 roku. Potem dostałem dekret do parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Katowicach, gdzie byłem 7 lat, w tym 2 lata jako misjonarz diecezjalny (rekolekcjonista). Przez rok również jako misjonarz diecezjalny mieszkałem w parafii Apostołów Piotra i Pawła w Gostyni Śląskiej. Kolejny był dekret do Bazyliki w Piekarach Śląskich, a stamtąd w 2002 roku dostałem dekret na urząd proboszcza w Rudzie Śląskiej w parafii Piusa X. Byłem tam 17 lat i w 2019 roku otrzymałem dekret do Bogucic, do Matki Bożej Boguckiej. Można powiedzieć, że Maryja bardzo mocno wzywała mnie, począwszy od Sanktuarium MB Fatimskiej, po parafię Mariacką, przez Bazylikę w Piekarach Śl. aż do parafii MB Boguckiej w Bogucicach do służby w kościele.
Opowie nam Ksiądz jak to było w Rudzie Śląskiej?
No jak wszędzie początki nie były łatwe. Ogromne bezrobocie, likwacja kopalni, która była jedyną żywicielką 90% rodzin tej parafii. Było bardzo trudno budować duszpasterstwo, ludzie byli bardzo zniechęceni, tą tragedią bezrobocia wielu rodzin. Jednak trzeba było im pomóc, utrzymać ich w kościele. To był też czas wielu samobójstw, początki pijaństwa i wyjazdów wielu młodych ludzi do pracy za granicę. Ale potem sytuacja zaczęła się stabilizować, wspólnie zaczęliśmy robić wiele dobra i żeśmy się bardzo zżyli. Siedemnaście lat to piękny i długi czas, żeby coś zrobić i zobaczyć tego efekty. Bardzo miło wspominam ten czas, było skromniej ale była radość wspólnej pracy.
Po 17 latach to już pewnie Ksiądz myślał, że zostanie w Rudzie Śl. Ale jednak otrzymał Ksiądz nowy dekret, na urząd proboszcza tu w Bogucicach. Co Ksiądz wtedy czuł?
No co ja czułem? Na pewno ogromne zaskoczenie, myślałem że nic mnie już tak mocno w życiu nie zaskoczy, a tu dostałem telefon od księdza arcybiskupa, który pyta się czy jestem gotowy na nowe wyzwanie. Wiedziałem, że jest to posłuszeństwo biskupowi, które ślubowałem i mówię, że jestem gotowy. Wszędzie jest kościół, wszędzie są ludzie, jeżeli ksiądz arcybiskup mnie gdzieś widzi. Powiedział, że widzi mnie w Bogucicach, w sanktuarium. Ksiądz proboszcz tam jest ciężko chory i trzeba mu pomóc, trzeba uchwycić te struktury proboszczowskie. No i czułem, że Matka Boża znowu mnie wzywa do siebie i że mam jeszcze coś do zrobienia tu z nowymi parafianami.
A ciężko się było tak przestawić?
Nie było łatwo, czułem się tam (w Rudzie) jak w rodzinie i ciężko było ich opuścić. Była tam dobra atmosferę i oni byli za mną i to zrozumieli. I do dzisiaj mam z nimi kontakt, z proboszczem, parafianami.
Już minęło trochę czasu jak jest Ksiądz w Bogucicach. Jak teraz się Ksiądz tu odnajduje?
Myślę, że tu doświadczenie bycia proboszczem i kapłanem pomogło się szybko zorganizować. I nie martwię się tym co będzie. Jasne że są pewne obawy, bo jest wiele nowości, natomiast piękne jest to, że zawsze można wyskoczyć do Mateczki, z Nią to przemodlić i wrócić na probostwo działać. Nie ukrywam, że ciągle się uczę, ale jestem uszczęśliwiony tą posługą. Bo pierwszy rok to takie przypatrywanie się, przejście wszystkiego, co w parafii się dzieje i wiedzieć co trzeba dalej robić. Jest pozytywnie, ludzie są życzliwi co odczuwam podczas odwiedzin kolędowych.
Doszły nas słuch, że pogrywa sobie Ksiądz na perkusji. Skąd takie hobby?
To takie marzenie z dzieciństwa i powiem szczerze, że po 50-tce to marzenie wróciło. I to takie hobby dla własnej przyjemności. Wymaga ode mnie wiele pracy, wiele wyrzeczeń bo nie jestem jakimś tam muzykiem. W granie muszę włożyć wiele pracy. Ale mam satysfakcję, że już mogę sobie coś zagrać, choć nauczyciel dalej do mnie przychodzi raz w tygodniu. Myślę, że dalej będę się rozwijać i udzielać z tym w parafii. Już nie mogę się doczekać festynu rodzinnego. Pomyślimy co by można ludziom pod nogę zagrać.
Jest też Ksiądz Duszpasterzem Sportowców. Czy ta posługa wynika z tego, że Ksiądz również jest sportowcem?
Od 14 lat jestem Duszpasterzem Sportowców w Archidiecezji Katowickiej. Współpracuje ze sportowcami, przygotowuje ich do sakramentów, rozmawiam z nimi, jak mogę to jestem na meczach. A do tego od 9 lat jestem kapelanem Gieksy Katowice.
Sam jestem sportowcem od dziecka i też grałem w klubie piłkarskim w rodzinnych stronach. Choć wybór seminarium zakończył moją sportową karierę, której pewnie bym nie zrobił, ale w klubie byłem. W seminarium też graliśmy w piłkę, każdy rocznik miał swoją drużynę, A to się potem przydało w posłudze wikarego, jak grasz w piłkę nożną to ministrantów masz za sobą. Dyscypliny sportowe łączą ludzi. A po nad to w wolnej chwili lubię jeździć na rowerze.
Dziękuję za rozmowę!
Pozostałe aktualności
sobota 01.08.2026
niedziela 02.08.2026
piątek 03.07.2026
sobota 16.05.2026
środa 29.04.2026
poniedziałek 27.04.2026
sobota 28.03.2026
niedziela 22.02.2026
sobota 21.02.2026
wtorek 03.02.2026
czwartek 01.01.2026
piątek 26.12.2025
sobota 29.11.2025
poniedziałek 27.10.2025
sobota 25.10.2025
















